Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu

8.04.2016
piątek

Spotkanie z nieśmiertelnością

8 kwietnia 2016, piątek,

DSC02613Gdy jechałem pociągiem na mój warsztat jogi śmiechu do Poznania, miła współpasażerka zaproponowała, że zostawi mi czasopismo, które właśnie przeczytała. Ucieszyłem się i chętnie przyjąłem dar, zwłaszcza że nie było to jedno z licznych kolorowych pisemek o nogach Dody lub tropiących „spiski lewaków”, lecz „Sekrety Medycyny”, dodatek do „Świata Wiedzy”. By energia krążyła, odwzajemniłem się jej nowym numerem „Joga Magazynu” z moim artykułem o szczęściu, a sam z lekkim niedowierzaniem zacząłem czytać artykuł w temacie numeru: „nauka na tropie nieśmiertelności”.

Pismo ma wybitnie „wiedzowy”, techniczny charakter i widać, że nie zatrudnia na ćwierć etatu filozofa, który by te wszystkie doniesienia komentował. Tak więc po krótkich newsach pod tytułem „czy szynka powoduje raka?” i ”czy małpy mogą mieć autyzm?”, po reklamie ze żwawym hasłem „nie wstydź się hemoroidów!”, pojawia się garść doniesień z frontu walki ze śmiercią.

Cytowani są tu naukowcy z Cambridge, którzy zapowiadają, że „już za jakiś czas ludzie będą żyć 1000 lat”. Naukowcy pracują nad rozpracowaniem telomerów, czyli zakończeń chromosomów odpowiedzialnych za procesy starzenia. Pod hasłem „długowieczność sponsorowana” pojawiają się informacje o tym, kto finansuje badania mające zapewnić nieśmiertelność. Larry Ellison, dyrektor generalny Oracle Corporation, przeznacza rocznie 40 milionów dolarów na swoją fundację, „której celem jest walka ze śmiercią”. Larry Page z Google stworzył specjalną firmę mającą wynaleźć „antidotum na starzenie i śmierć”, w którą Google zainwestowało 750 milionów dolarów, póki co udało się jej wydłużyć życie dżdżownic do 500 lat w skali ludzkiej.

Przytoczony jest w tym gronie i Mark Zuckerberg, założyciel Facebooka, który ufundował nagrodę 3 mln dol. dla naukowców, którzy odkryją nowe możliwości przedłużania życia. Najbardziej kuriozalny projekt zaś prowadzi rosyjski miliarder Dimitrij Ickow ze swoją platformą „Avatar”, pracując nad tym, by po śmierci ludzka świadomość mogła żyć dalej w wersji cybernetycznej, zintegrowanej z maszyną dzięki skopiowaniu mózgu i odtworzeniu cyfrowej osobowości. W „Avatara”, który ma funkcjonować już w 2045 roku, zainwestowało już podobno 12 tys. ludzi, w tym Stephen Hawking. Potraficie sobie wyobrazić, jak nieszczęśliwe to musi być życie?DSC02592Podaję wszystkie powyższe informacje za tym magazynem, ufając w jego wiarygodność. Artykuł, jak wspomniałem, nie ma w sobie „drugiego dna” ani nie angażuje w ten temat obszarów filozofii, duchowości, religii, ekonomii czy ekologii. Aż się prosi, żeby nad tym się zatrzymać. Rozumiem potrzebę postępu w medycynie i wynajdywania nowych lekarstw, wzmacniania odporności organizmu, leczenie chorób uznawanych dotąd za nieuleczalne i częściowo temu postępowi kibicuję. Ale te głębsze pytania aż same mi się nasuwają.

Wyobraźmy sobie, że naukowcy odnieśli sukces i istnieją leki czy kuracje pozwalające zapewnić długowieczność lub wręcz nieśmiertelność. Z pewnością na początku będą bardzo drogie i dostępne tylko dla najbogatszych. Już widzę, jak jakiś polski rząd postanawia zainwestować setki milionów z budżetu w pilotażowy projekt nieśmiertelności, wybierając do niego prezesa partii, dwóch ministrów, zakonnika, wobec którego ma dług wdzięczności, i „w ramach równouprawnienia” swoją najbardziej aktywną posłankę. Czuję już tę pogardę i poczucie wyższości, jaką „nieśmiertelni” będą mieć wobec „śmiertelnych”. Czuję też wewnętrzną tragedię ludzi, którzy zdecydują się na taką „kurację” i będą żyli 150, 200 czy więcej lat. Już w tej chwili tylu ludzi cierpi na kryzys sensu i nie potrafi wykorzystać czasu, jaki mają na ziemi – co zrobić nagle z takim darowanym kolejnym życiem? I to jeszcze pewnie nie w pełnej sprawności?

Jeśli leki wydłużające życie staną się zaś tańsze i dostępne dla każdego, kto jakoś wyrabia średnią krajową, a w ramach jakiegoś socjalnego „500 lat plus” może i dla najuboższych – to stawimy czoła kryzysowi ekologicznemu, zabraknie po prostu miejsca i zasobów dla naszych dzieci, a wszystkie stanowiska będą obsadzone na wieki i młodzi tylko w rewolucyjnym przewrocie będą widzieć szansę na obalenie „nieśmiertelnych dziadów”.

Trochę ich rozumiem. I we mnie pewnie, jak w każdym człowieku, też jest jakieś pragnienie nieśmiertelności. Tłumaczę je sobie tak, że wyraźnie część mnie, część nas, jest nieśmiertelna i nie zgadza się na odejście wraz ze śmiercią ciała. Ja odpowiedzi znajduję w dziedzinie duchowości, która wydaje mi się znacznie bardziej praktycznym rozwiązaniem niż megakosztowne, skomplikowane i ryzykowne badania naukowe. Duchowość dla mnie to nie żadne ezoteryczne czary-mary, tylko po prostu wzmocnienie zaufania do siebie. To „tak!” mówione sobie z każdym uśmiechem. To usłyszenie naszych serc i poczucie rytmu życia w nas pulsującego. Duchowość to zaufanie intuicji i temu, że w jakiś niezrozumiały sposób tak czy inaczej rozumiana Opatrzność o nas dba. Duchowość to też celebrowanie każdej chwili w miejsce gonienia za czymś, choćby i nieśmiertelnością. Duchowość to także zaufanie światu, że wszystko ułoży się tak, jak ma się ułożyć – i mimo różnych chwilowych wstrząsów i tyranii zwyciężą spokój, pokój i prawda.

W mojej książce „Joga śmiechu. Droga do Radości” przedstawiam już uznawane za naukowe pojęcia „inteligencji duchowej” jako rozszerzenia inteligencji emocjonalnej oraz „duchowego kapitału” propagowanego m.in. przez Danah Zohar, pojęcia ujmującego świeckie korzyści z praktykowania duchowości.

Pod jednym z moich ostatnich wpisów na tym blogu pojawiły się głosy oburzenia, że pozwalam sobie na „świeckiej stronie POLITYKI” pisać językiem duchowości, prosić o „prowadzenie”. Niestety komentarze te w większości miały zbyt duży poziom agresji i stężenie wulgaryzmów, że musieliśmy zablokować je zgodnie z naszymi standardami tworzenia przestrzeni dyskusji „bez hejtu”. Mnie to jednak utwierdza w tym, jak ważne jest to, bym dalej opowiadał o duchowości, bo istnieje cała olbrzymia przestrzeń między materialistycznym ateizmem a ślepym zawierzeniem dogmatom religii i jej kapłanom, przestrzeń wolności dochodzenia własnej prawdy i praktykowania niełatwej, a jakże potrzebnej niekiedy sztuki zaufania sobie i światu.

Ta przestrzeń może nam pozwolić poczuć się wyśmienicie w sobie – takimi, jakimi jesteśmy, bez potrzeby wyczekiwania na efekty badań amerykańskich czy rosyjskich miliarderów. Być może też pozwoli nam uratować naszą cywilizację i człowieczeństwo tak przed wojnami religijnymi, jak cyberdehumanizacją. Znacie tę przestrzeń?DSC02610fot. Piotr Bielski, Andamany, Indie 2015

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Panie Piotrze,
    Duchowość i pisanie o niej jest jak najbardziej pożądane na stronach Polityki.
    Czy konieczne jest jednak pisanie w ten sposób, aby w każdym artykule zamieścić odniesienia do „Jogina Śmiechu”, warsztatów, a teraz jeszcze książki?
    Czy ta (nieco nachalna) autopromocja jest naprawdę konieczna?

    Poza tym, problem został poruszony raczej pobieżnie, by nie rzec, płytko. Doprawdy, temat tak wspaniały jak dążenie do nieśmiertelności, a Pan na warsztat wziął pisemko otrzymane podczas podróży pociągiem… Wcześniej Pan tego nie rozważał? Toż całe systemy filozoficzne oparte są o to dążenie. Już nie wspominając religii.

    Czytam Pana artykuł i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że już gdzieś coś takiego słyszałem/czytałem. I jest! Mam! Mateusz Grzesiak! 🙂

    No i zostałem hejterem… 🙁

  2. Nieswoim zwyczajem daruje sobie komentarz (zreszta watpie, czy by sie ukazal) do dywagacji Jogina od smiechu (sie powstrzymujac) i zapytam (powage zachowac sie starajac): a czym to nie/smiertelnie smieszne podejscie rozni sie od religii?

  3. Wspaniały artykuł. Piękna dusza – bardzo dziękuję. Ze swojej strony dodam, że czytałam ostatnio książkę „Kto umiera” Levine. Była dla mnie przełomowa. Uważam, że każdy powinien ją przeczytać. I to dwa razy 😉 Traktuje dokładnie o tym. O świadomości życia i świadomości umierania. O godzeniu się na jedno i drugie. Mówi o tym, że nie każdy, który się urodził – się prawdziwie narodził w ziemskim życiu – dopóki nie pojmie po co jest śmierć i nie będzie się jej bał – nigdy tak naprawdę nie żyje. O kontroli, szczęściu i tych wszystkich duchowych sprawach, które zaprzątają nam codzienność i gonitwę. Cudo ! Gorąco polecam jeśli ktoś chce zgłębić ten temat.

  4. Również bardzo cenie Levine’a i jeszcze jego ksiązkę „Gdybyś miał rok życia przed sobą. Eksperyment na świadomości”. Pozdrawiam ciepło Piotr Bielski