Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu

23.03.2016
środa

Róbmy swoje i wspierajmy się w generowaniu radości!

23 marca 2016, środa,

_E1A0685Myślę, że wiele Polek i Polaków doświadcza tego co ja. W naszym prywatnym życiu wszystko się w miarę dobrze układa, ludzie się do nas uśmiechają, wykazują życzliwością. Za to gdy postanowimy sprawdzić, „co słychać w polityce”, to przynajmniej w chwilowej emocji pojawia się to pytanie: emigrować już teraz czy odczekać jeszcze kilka miesięcy?

O polityce nie chcę już więcej pisać, bo szkoda naszego zdrowia. Śmieję się czasami gorzko, że naprzeciwko siedziby pani premier w każdym z namiotów ustawionych tuż przy Łazienkach przez obywatelskie ruchy protestu można by zbierać podpisy w obronie przynajmniej kilku ważnych spraw: nie tylko uratowania niezależności Trybunału Konstytucyjnego, ale i uchronienia Puszczy Białowieskiej, cofnięcia ustawy inwigilacyjnej, a nawet zachowania pokoju, w tym większego umiarkowania rządowych dyplomatów.

Więc walczyć jest najwyraźniej o co, ale też rozumiem bezsilność, a nawet niechęć do walki. Rozumiem też totalne zmęczenie polityką i absolutne wycofanie do sfery prywatnej i intymnej, sfery, w której można uchronić i pielęgnować swoje wartości.

Pewnie każdy z nas, w tym ja, ma w rodzinie krewnych, z którymi o polityce rozmawiać nie można. Mądra jogiczna zasada oszczędzania energii podpowiada, by nie angażować się w jałowe spory typu – czy ta, czy tamta władza była bardziej arogancka. W ogóle dorosłych ludzi nie sposób przekonać do swoich racji. Każdy ma swoją i tylko cieszę się, jak uda nam się pomimo różnic uratować relację._E1A0350Za to jak wezmę moją Rozalkę na spacer w nosidełku, wchodzę jakby do innego świata. Wszędzie spotykają mnie uśmiechy, zaciekawienie, pozdrowienia. Jestem jedynym mężczyzną chodzącym z córką przytuloną do ciała na moim osiedlu i wzbudzam pozytywne reakcje. Cieszę się każdym dniem z żoną, córką, przyjaciółmi i przyznam, że jak udaje mi się nie śledzić tego, co robią nasze władze, to czuję się dużo lepiej i spokojniej.

Moje podejście jest podejściem wpół drogi między zaangażowaniem publicznym w imię obrony ważnych dla mnie wartości, takich jak choćby podstawowa wolność światopoglądowa, a jogicznym dystansem, który podpowiada mi, że wszystko mija i nie ma co poświęcać uwagi temu, co jest z natury tymczasowe. To, czego teraz doświadczamy, to tylko chwilowe turbulencje w drodze do czegoś innego, potencjalnie dużo lepszego. Tak jak zapowiadał i dał przykład Gandhi – nawet najgorsze tyranie kiedyś upadną, a miłość i prawda zwyciężą.

Sfera prywatna jest dla mnie dużym schronieniem, ale nie ograniczam się do niej. Robię po prostu swoje. Po cichu. Czasem nieco głośniej, ale póki co z dala od pierwszych stron gazet. Od 3 lat prowadzę cichą pozytywną rewolucję radości, bo tak mogę określić te przygody z wprowadzaniem jogi śmiechu w całej Polsce i tworzeniem nowej branży, jaką jest nauczanie tej metody. Świeżo wróciłem z Katowic, gdzie prowadziłem kurs instruktorski jogi śmiechu. Przyjechało aż 11 pań z całej Polski: Justyna z Olsztyna, Magda z Grudziądza, Beata nawet z Londynu, Paulina z Rzeszowa, a gaździna Celina z samiuteńkich Tatr.

Poprzednio miałem męską większość, tym razem akurat panów zabrakło. Przekazałem paniom podstawowe techniki i filozofię metody i już widzę, że zaczynają szerzyć dalej naszą jogę. Ela już dzień po kursie mi donosi, że rozmawia z domem kultury na temat regularnych zajęć i ma pytania techniczne. Z Pauliną i Ewą, którą wcześniej skończyła u mnie kurs, organizujemy niedługo warsztat i spotkanie w Rzeszowie, gdzie Ewa już jakiś czas prowadzi regularne zajęcia. Dziś dostałem zaproszenie do Pruszcza Gdańskiego, w przyszłym miesiącu odwiedzę też Piłę, nasza pozytywna rewolucja wyraźnie wychodzi poza największe miejskie ośrodki.

I to jest naprawdę dla mnie duża radość, że tak oddolnie poza tą całą machiną polityczną i zasięgiem telewizyjnych kamer czynimy ten świat lepszym miejscem. Te nasze piękne sfery prywatne radości i zaufania mogą się na chwilę spotkać i rozszerzać, choćby na moich warsztatach, ale oczywiście nie tylko na nich, na różnych innych spotkaniach, kręgach i wydarzeniach, gdzie można zasilać się nawzajem i generować radość z niczego.

I to jest jakiś kierunek. Ja naprawdę nie chcę emigrować z Polski i gdy nie mam kontaktu z wiadomościami, to jestem w pełni szczęśliwy. Jestem wdzięczny na przykład za to, że nasi przyjaciele i znajomi obdarowali nas właściwie wszystkim, czego potrzebujemy dla naszego dziecka – nosidełkiem, fotelem do auta, fotelem do kołysania, ciuszkami na różne etapy rozwoju. I najlepsze, że właściwie nawet nie musieliśmy o to prosić. Więc może póki się uśmiechamy, pomagamy bliskim, dzielimy się naszymi drobnymi radościami – to będzie dobrze?

Zainteresowanym naszymi warsztatami i spotkaniami polecam kalendarium lub kontakt mailowy (info@joginsmiechu.pl)._E1A9966foto: Radek Struzik – kurs jogi śmiechu w Katowicach, 18-20 marca 2016 – http://rstruzik.com/.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Byleby ta radość wynikała z wewnętrznego spokoju (sumienia), a nie z zadowolenia z własnej rzekomej wyższości moralnej wobec innych (np. katolików :).

  2. Powinien Pan po joginsku zaczac czytac zachwalane przez Daniela Passenta ksiazki Roberta Krasnowskiego i na tej podstawie dac pare recept na uzdrowienie emocjonalne kraju – potrzeba trzezwej oceny naszej sytuacji-moze ludzie zaczna dyskutowac ?