Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu

26.01.2016
wtorek

Czas na grubą kreskę 2.0.!

26 stycznia 2016, wtorek,

DSC03052W niedzielę odwiedziła nas w domu Ewa. I tak jakoś przy serniku spontanicznie zebrała się na zwierzenia i opowiedziała nam o kilku latach spędzonych w Moskwie w polskiej szkole.

Specjalny autobus zawoził ją z domu – rodzaju międzynarodowego akademika dla międzynarodowej załogi RWPG – do szkoły. Najlepsza przyjaciółka z klasy mieszkała na innym osiedlu i jedyny sposób, żeby tam się dostać, to po cichu przemknąć po lekcjach do innego autobusu.

Na święta przychodził dziadek Mróz i była wielka gwiazdkowa feta dla dzieci dyplomatów z wielu krajów i prezenty były wręczane i opisane w 9 językach. Moja koleżanka bawiła się z dziećmi kubańskimi i arabskimi – poznała też nieco dziwne zabawy młodych Mongołów. Gdy w 1981 roku jej rodzice wrócili do Polski, obawiała się, jak dzieci przyjmą ją – przybyszkę z Moskwy – ale okazało się, że się ucieszyli i wszyscy równo ściągali od niej na rosyjskim.

Opowiadała tak barwnie, że żal, że nie włączyliśmy dyktafonu. W jej opowieści w ogóle nie było polityki, agentów i żadnych „izmów”, po prostu piękne, bo prawdziwe i codzienne doświadczenia małej dziewczynki.

Przypuszczam, ze ta międzynarodowa lekcja życia w Moskwie pozytywnie na Ewę wpłynęła – dzięki temu tak dobrze sobie radzi w międzynarodowej firmie, wysyłana niekiedy ze specjalnymi misjami do jej różnych oddziałów na świecie. Wychowała też swoje dzieci na otwartych i ciekawych świata ludzi – wytrawnych podróżników, ale chętnie wracających do Polski.

Ewa obawia się teraz, że po ataku Pawła Kukiza i „Gazety Polskiej” na Ryszarda Petru za to, że ten jako dzieciak mieszkał 2 lata w Moskwie z rodzicami naukowcami, ktoś jej tę moskiewską historię „wyciągnie”. Dlatego aby chronić jej prywatność, zmieniłem jej imię.

Ale jak chwilę o tym pomyślę, to rodzi się we mnie bunt, żeby Ewa i pewnie tysiące Polek i Polaków, którzy mieli takie doświadczenia w dzieciństwie, mieli się tego teraz wstydzić. Zachęcam Was: dzielmy się takimi historiami ze znajomymi, nie dajmy się zwariować i zastraszyć. Nikt z nas nie wybierał swoich rodziców i nie ponosimy odpowiedzialności za ich wybory życiowe. Świat też nie jest czarno-biały. Nie jest tak, że ci, co byli w partii, byli „źli”, a ci, co w podziemiu – „dobrzy”. Czy nie możemy po 26 latach od zmiany systemu przyjąć, że w tamtych czasach po prostu wszyscy dążyli do szczęścia na różne sposoby? Czy dyskusja polityczna mogłaby już raz na zawsze dotyczyć jak najlepszego dostosowania kultury, edukacji, polityki społecznej i gospodarki do potrzeb przyszłości, a nie ciągłego pytania, „kim jest X” i „kim był Y za młodu”?

Mamy inne czasy i podziały na tle historycznym sprzed tylu lat to naprawdę przykład chorobliwej pamiętliwości i niebywałej zgnilizny polskiej polityki. Każdy z nas ma pewnie złożone drzewo genealogiczne, tylko nie każdy ma odwagę się do tego przyznać. Ja ją mam. Jeden mój pradziadek, przedwojenny oficer policji, który grał w policyjnej orkiestrze na trąbce, zginął w Katyniu. Drugi pradziadek zginął w powstaniu warszawskim – nie walczył, ale nie miał mu kto, mocno choremu, udzielić pomocy. Trzeci pradziadek pochodził z łódzkiej robotniczej rodziny o przedwojennych socjalistycznych tradycjach i po wojnie, gdy zlikwidowali mu PPS, należał do partii. „Było tylko dwóch prawdziwych komunistów – mawiał – Chrystus i ja”. Czwarty pradziadek hodował gołębie pocztowe na przedmieściach Częstochowy i nie widział poza nimi świata.

Schodząc w dół, jeden mój dziadek był powstańcem warszawskim, potem w Solidarności, udało mu się pracować w nauce i nie zapisać się do partii. Drugi dziadek był oficerem artylerii Ludowego Wojska Polskiego i komendantem Straży Przemysłowej – oczywiście partyjnym. Mój ojciec przed partią się skutecznie bronił, ale za Gierka działał w Zrzeszeniu Socjalistycznych Studentów, dzięki czemu miał przyjaciół w Finlandii czy Turcji. Za Solidarności strajkował z kolegami i spał na styropianie.

Wszystkich ich szanuję jako moich przodków i nie uważam, żeby z któregoś z nich miałbym być mniej dumny. A co z moimi babciami, prababkami? Tutaj wszystkie były zgodne w jednym z tradycyjną mądrością – miały ważniejsze sprawy na głowie, wiodąc spokojne życie szwaczek, kosmetyczek czy pań z dziekanatu.

Niech wreszcie nadejdzie ten dzień, gdy w pełni zaakceptujemy naszą złożoną historię jako wspólne dziedzictwo i odkreślimy grubą kreską całą przeszłość. Lepszego wyjścia nie widzę, ba, inaczej będziemy skazani na ciągłe „oko za oko”. Marzę o końcu prymatu ideologii, która sprawia, że w drugim człowieku nie widzimy osoby, ale tak jak dawniej „zaplutego karła reakcji”, dziś „lewaka”, „mohera” albo „resortowe dziecko”.

PS Już 13 lutego premiera mojej książki i spotkanie autorskie w Warszawie (godzina 18, kawiarnia 8 stóp, Ratuszowa 2) – zapraszam serdecznie tam i do innych miast.DSC02828

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Moja historia.Dziadek został na Syberii ,drugi zamordowany bo miał na czapce dróżnika znaczek z orłem ,ojciec karmił niedżwiedzia u Andersa,uciekał,ale potem zapisał mnie do partii.To co przeżyłem jest historią Polski od 1938r.I takich jak ja było wielu -uczciwość i honor.A cz asy zapamiętane w okresie faszyzmu ,budzą się dziś jak upiory .Dramat polega na tym ,że ci którzy pamietają te czasy zawierzyli biznesmenom kościelnym.

  2. Przecież tu nie chodzi o przodków. Chodzi, żeby przeciwnika politycznego przodkowie pociągnęli na dno. Zresztą ogólnie chodzi o to, żeby do kogoś przykleiło się po prostu g..no i nie mógł go już od siebie odlepić. W ten sposób Tusk ma na zawsze dziadka w Wehrmachcie, a Mateuszowi Kijowskiemu wyciąga się jakieś alimenty itp. Czasem zresztą wystarczy „chlapnąć” coś niepoprawnego jak np. w swoim czasie Cimoszewicz powiedział o ubezpieczeniach dla powodzian.

  3. A to zabawne. Cały ten numer pisma ma straszyć Moskwą i oczywiscie PiSem, a tu ubolewanie, iż do p. Petru ktoś może sie przyczepić że mieszkał w stolicy Rosji. Mi jest zupełnie obojętne gdzie mieszkał, ale nie podzielam jego liberalnych poglądów, które w praktyce już znamy aż za dobrze. Stąd ulga, iż dokonała się zmiana!!!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Te śmieci są i będą w Polsce wyciągane gdyż są jedynym często argumentem dla jedynie słusznych. Szczególnie gdy wiedzą ze są miałcy w argumentach i dokonaniach. A tłuszcza na takie argumenty, tytłające kogoś wyższego w gnoju, wyje z radości. To jakże polskie. Od dawno wiadomo, że polskie piekło będzie jedynym, gdzie nie będzie diabłów. Polacy kaźń braciom dopilnują sami!

  6. Moje marzenie jest by właśnie krytyce były poddawane poglądy gospodarcze Pana Petru a nie jego dzieciństwo i tak samo w wypadku innych polityków i ich koncepcji.

  7. 2 AOlsztynski – Czy nie obawia sie Pan braku liberalnego podejscia wladzy w stosunku do Pana szanownego. Coz Pana tak drazni w liberalnych pogladach ? JB.

  8. Tak tak.
    Bardzo dobrze napisane.
    Wybierzmy przyszlosc, zapomnijmy o przeszlosci. Najlepiej wogole przestac w szkolach uczyc o najnowszej historii. Ktos powiedzial kiedys, ze nauka historii powinna konczyc sie na czasach odleglych od naszych o 100 lat lub dalej. A to dlatego, ze taki stulatek, byc moze skonczone komunistyczne bydle, czerwona szmata, zdrajca i sprzedawczyk jak Krasicki, Finder, jaruzelski czy kiszczak moglby poczuc sie dotkniety gdyby mu ktos przypadkiem wytknal haniebna przeszlosc.
    Zapominamy o czarneckim bo powiedzial „ja nie z soli ani z roli jeno z tego co mnie boli”. No i koniecznie wywalamy Broniewskiego za:

    „Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
    obca dłoń ich też nie przekreśli,
    ale krwi nie odmówi nikt:
    wysączymy ją z piersi i z pieśni.”

    No bo jeszcze komus mogloby przyjsc do glowy, any owa krew wycisnac z piersi tatusia pani Ewy czy jak jej tam? Tak sie tylko domyslam, bo o rodowadzie pani Ewy czy jak jej tam nic pan, panie Smiechu, nie pisze poza sugestia ze nalezy objac go gruba kreska 2.0. Czyli ze cos tam musialo byc. Pisze pan o czasach, ktorych pamietac pan nie moze ale zyja jeszcze takie stare zgorzkniale zakaly jak chocby ja, o zyciorysach utraconych przez tych, ktorym w imie drugiej grubej kreski nakazuje pan teraz, wzorem michnika, powszechne przebaczenie. A konsekwencja tego przebaczenia oczywiscie byc taktowne milczenie, gdyby ktos tam osmielil sie przypomniec, ze zyje wciaz szesciu generalow WRONy (sprawdz sobie mlody czlowieku co to bylo) i ze ich ofiary domagaja sie sprawiedliwosci.
    Na koniec przypomniec tylko niesmialo chcialem, ze grubosc kreski 1.0 ustalona zostala przy tzw. ‚Okraglym Stole’ oraz w Magdalence, kiedy to partyjno rzadowi przedstawiciele swiezo uwlaszczonej nomeknlatury (a wiec, zgaduje, rowniez i tatusia pani Ewy czy jak jej tam) podpisywali targowicki kontrakt z wyselekcjonowanymi zdrajcami z obozu opozycji.
    Wiec zastanow sie kolego dwa razy zanim na powrot wypisywac bedziesz o sadzeniu kwiatkow na swiezych grobach.

    Wyszlo troche mocno. Wiec zobaczymy, kolego, jak tam u pana z odwaga. Bo ‚wymoderowac’ wpis jest latwo. Tylko ze w ten sposob czlowiek sprowadza sie do poziomu cenzora z czerwonych lat i byc moze w przyszlosci potrzebna bedzie nam jakas gruba kreska wersja x.y, zeby przyszle pokolenia znow mialy szanse wybrac przyszlosc.
    To ostatnie to tylko tak… zeby bylo mniej do Smiechu.

  9. Do diabła z genealogią i genetyką.