Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu

20.01.2016
środa

Gandhi’16

20 stycznia 2016, środa,

DSC03637Z bohaterami narodowymi bywa tak jak z Janem Pawłem II: każde miasto powiatowe, jeśli nie gminne, musi mieć swojego złotego czy mosiężnego „papieżyka” na głównym placu. Obowiązuje poza tym uniwersalne prawo „size matters”, czyli im większy. tym lepszy.

Kilka cytatów z Jana Pawła II weszło do kultury masowej i szafuje się nimi na wszystkie okazje podczas kościelnych i państwowych akademii ku czci. A co najwyżej nieliczni coś głębszego z myśli i dzieła Karola Wojtyły dla siebie wewnętrznie wynieśli i w ten sposób starają się czynić świat lepszym. Trochę podobnie jest w dzisiejszych Indiach, Gandhi jest na wszystkich banknotach każdego nominału, stoi sobie podparty kijem w ważnych punktach każdego z miast. Nie zmienia to faktu, że Indie poszły inną drogą, niż chciałby Mahatma – i jego misja w głębi rezonuje tylko w sercach niektórych, którzy najczęściej na obrzeżach systemu próbują żyć w zgodzie z bliskimi mu pryncypiami.

Wiem, że w dzisiejszych czasach to niebezpieczna deklaracja, ale cóż, być może za sprawą wrodzonej niepokorności, a może pochodzenia z laickiej rodziny, Jana Pawła II nigdy za mocno nie poczułem, choć jako przywódcę duchowego darzę go szacunkiem. Za to Gandhi od nastoletnich lat był dla mnie najbardziej inspirującą postacią i swego czasu przeczytałem bodaj wszystko, co napisał i co o nim napisano – łącznie z pięknymi broszurami z jego przemówieniami wydawanymi przez indyjską ambasadę, które w łódzkiej bibliotece uniwersyteckiej pokryte głębokimi warstwami kurzu sprawiały wrażenie „niedotykalnych”.

Później miałem okazję podróżować jego śladem w Indiach, docierając aż do Kanyakumari – najbardziej na południe wysuniętej miejscowości subkontynentu, gdzie łączą się wszystkie wody Indii i gdzie jest skromny duchowy mandir, gdzie prochy Gandhiego połączyły się z oceanem. Teraz zaś odświeżyłem sobie jego przesłanie na nowo, oglądając film „Gandhi” z Benem Kingsleyem w roli głównej, dzieło choć będące moim rówieśnikiem z 1982 roku, to nad wyraz aktualne w dzisiejszych czasach. Więc dziś zachęcę Was do bliższego zapoznania z Gandhim – krótko sygnalizując, co wartościowego może kryć się dla nas w jego przesłaniu.DSC03749

1) „Bądź zmianą, którą chcesz zobaczyć w świecie”.

To najbardziej popularna myśl z Gandhiego, która zagościła w międzynarodowej kulturze masowej tak mocno jak „wstępujący duch” i „oblicze tej ziemi” w polskiej – polecam choćby posłuchanie pięknego utworu MC Yogi „Be the change” (zobacz ).

Najlepiej tę myśl o znaczeniu wewnętrznej przemiany tłumaczy opowieść, którą po raz pierwszy usłyszałem od wnuka Mahatmy, Aruna, z którym jako student miałem przyjemność się spotkać i zrobić wywiad. Pewnego dnia do Mahatmy zgłosiła się, jak miało zwyczaj wielu ludzi, kobieta, która chciała poradzić się, co sprawić, żeby jej syn przestał jeść słodycze. „Proszę przyjść za miesiąc” – powiedział Gandhi. Gdy kobieta stawiła się za miesiąc, Gandhi powiedział jej: „proszę mu powiedzieć, by przestał”. A czemu potrzebował miesiąca po to, by powiedzieć coś tak prostego? Musiał sam przez miesiąc przestać jeść słodycze, zanim komuś to poradził.

Czyli sprawa jest prosta: zmianę zaczynamy od siebie i unikamy zasypywania innych uogólnieniami i radami, które nie płyną z naszego własnego doświadczenia. A jeśli już jakaś mądrość płynie z naszego doświadczenia, to wtedy przekazujmy ją w formule „mnie to pomogło”, „u mnie to działa tak i tak”. I tak dochodzimy do kolejnego punktu.

2) „Oko za oko czyni świat ślepym”.

Nasza rzeczywistość polityczna to ciągłe ironiczne kuksańce, planowane z zimną krwią odwety i powszechna wymiana złośliwości. Ktoś mądrzejszy musi przerwać kiedyś ten zaklęty krąg. I to jest właśnie propozycja płynąca od Gandhiego: bądź tą osobą, która zdobędzie się ponad prymitywne odruchy odwetu.

Mówiąc z własnego doświadczenia, nigdy nie powinniśmy trwonić energii na spory, kto ma rację, bo nikt nam nie może odmówić, że nasze doświadczenie może być takie. A my uszanujemy, że ktoś inny może mieć zupełnie inne doświadczenia. Jedni uważają, że swoje marzenia trzeba chronić przed światem, „by nie zapeszać”. Inni uważają, że dzielenie się nimi pozwala im nabrać rozpędu. Czy w innych sprawach też możemy się tak ułożyć?DSC028683) „Prawdziwe wojny toczą się jedynie w sercu człowieka”.

Mamy do czynienia ze spolaryzowanym społeczeństwem. Ludzie żyją w rożnych gettach mentalnych, między którymi niełatwo przerzucić mosty. Sam mam ochotę, widząc, jak moje wartości są naruszane, wyjść na ulicę i wyrazić moje zdanie – w obronie Puszczy Białowieskiej, większej niezależności publicznych mediów. Uważam jednak, aby walka nie zasiała nasion gniewu i nienawiści w moim sercu, bo wtedy bym tę walkę przegrał. Gnadhi w filmie pyta swoich uczniów: czy walczysz po to, by coś zmienić, czy po to, by innych ukarać? I to jest kluczowe, abyśmy nauczyli się bronić swoich racji z życzliwością dla drugiej strony.

Z drugiej strony rozumiem – w tych siermiężnych czasach nieraz ironia i humor są najlepszym schronieniem dla wielu ludzi i sam w mojej niedoskonałości mogę czasem ulegać pokusie, by „śmieszkować” z różnych ważniaków.

Przypuszczam, że jakby Gandhi coś powiedział w tym temacie, to jednak przestrzegłby nas przed zaślepieniem i subtelnymi formami agresji i powiedział, że o cokolwiek byśmy nie walczyli, nie ma ważniejszej sprawy niż miłość. A joga śmiechu, którą promuję, zaleca właśnie śmiech, który jest wyrazem afirmacji życia i troski o zdrowie, śmiech, który jest ku ludziom, a nie przeciw komuś.

4) Nie ma bardziej aktywnej formy walki niż non-violence.

Gandhi potrafił toczyć skuteczną walkę z brytyjskim kolonialnym zawłaszczeniem jego kraju. To mylne wyobrażenia, że strategia non-violence oznaczała bierność. Chodziło o pewien konkretny i bardzo aktywny rodzaj bierności, czyli odmowę uczestnictwa w systemie, którego nie chciało się swoim udziałem legitymizować – formę strajku, obywatelskiego nieposłuszeństwa. Ale Gandhi wiedział, że przyszłe niepodległe Indie będą potrzebować dobrych relacji z Wielką Brytanią i sam jako człowiek chciał mieć czysty kontakt z Brytyjczykami jako ludźmi (swoją drogą super by było, jakby w Polsce obie strony tak podeszły do siebie nawzajem).

Stąd po tym, gdy doszło do odwetu wobec brutalnych linczów, jakie brytyjskie służby mundurowe dopuściły się wobec Hindusów i spłonął komisariat policji i zabitych zostało kilku policjantów, Gandhi doświadcza głębokiego smutku. Inaczej niż jego indyjscy koledzy, cieszący się z rosnącego w siłę ruchu oporu, postanawia pościć, aż czasowo Hindusi nie porzucą tego oporu. I dopiero na wieść, że wszędzie powrócili do pracy i witają brytyjskich policjantów girlandami, porzuca swój post. Oczywiście potem dochodzi do intensyfikacji oporu indyjskiego społeczeństwa, ale już wyłącznie pokojowymi metodami.

Instrument osobistych postów był podstawowym sposobem, w jaki Gandhi potrafił wdrożyć w życie swoje moralne życie – większość narodu nie chciałaby ich „ojciec” odszedł z tego świata i byli gotowi wycofać się z działań, które Gandhi wyraźnie określił jako niepłynące z serca. Brzmi to niewyobrażalnie, ale nie przypadkiem Einstein powiedział, że „jeszcze przez kilka pokoleń ludzie nie uwierzą, że ktoś taki jak Gandhi chodził po tej ziemi”.DSC029315) Kurs na miłość to naturalny kierunek ewolucji, a wszystko, co nie jest miłością, to tymczasowe „turbulencje”

„Pamiętam, że zawsze w historii droga miłości i prawda zwyciężały, zdarzają się tyrani i mordercy, którzy wyglądają na niezwyciężonych, ale koniec końców oni zawsze upadają. Pomyśl o tym – Zawsze”. Tym cytatem kończy się wspomniany film o Gandhim w reżyserii Richarda Attenborough, gdy łódź prochami największego syna Indii płynie morzem, po którego powierzchni rozchodzą się swobodne tafle.

Na pierwszy rzut oka Gandhi poniósł klęskę – sam stał się pierwszą ofiarą niepodległych Indii, które ogarnęły animozje hindusko-muzułmańskie. Jego wizja spotkania w jednym Bogu i w imię pokoju i miłości ludzi wszystkich religii okazała się zbyt ambitna dla jego rodaków i Brytyjczyków, którzy dołożyli swoje trzy grosze do konfliktu który doprowadził do podzielenia Indii wedle kryterium religijnego na Indie i Pakistan. Również ekologiczna wizja „Indii miliona wiosek” kultywujących tradycyjne życie z usunięciem nierówności społecznych, używających dziś powiedzielibyśmy „eko-technologii” przegrała z industrialną wizją jego przyjaciela – Nehru, który postawił na wielkie tamy, elektrownie i broń atomową. Ale coś jednak przetrwało i świadectw Gandhiego do tej pory inspiruje tylu ludzi na świecie.

I na koniec, Gandhi nie był wcale żywą doskonałością. I całe szczęście. Bo on chciał pokazać nam drogę wewnętrznego rozwoju i sam nie uważał się za lepszego od innych. Dlatego podróżował koleją trzeciej klasy, nosił najprostsze ubrania, spożywał skromne posiłki, a czyszczenie latryn uznawał za powinnością niemniej ważną niż politykę. Nie ukrywał też, że niektórych postów i ślubów nie udało mu się utrzymać. Dziś powszechna jest świadomość, że nie był ani wzorem męża ani ojca i w zgodzie z tym co głosił, wielkie zaangażowanie publiczne nie może w pełni usprawiedliwiać zaniedbań w życiu prywatnym. Ale też jestem przeciwny osądzaniu człowieka urodzonego w XIX wieku w Indiach wedle dzisiejszych, zachodnich norm. \\

Zresztą zawsze mamy wybór, na czym się skupiamy – czy na świetle czy brudzie każdej osoby i jakie jakości w ten sposób zapraszamy do swojego życia. Czasem niedoskonały przewoźnik może nam pomóc dostać się na drugi brzeg. Nie uważam, że Gandhi we wszystkim miał rację i w niektórych sprawach wydawał mi się zbyt radykalny czy zbyt ascetyczny, niemniej nie widzę pilniejszej sprawy niż przywrócenie tej postaci naszym dyskusjom o polityce i sferze publicznej. Czego Wam i sobie życzę.

PS Z dużą radością zapraszam na bezpłatne spotkania autorskie w całej Polsce – premierę mojej książki. Będzie można porozmawiać na żywo również o Indiach i Gandhim.
Warszawa –  sobota 13 lutego, godzina 18-20, 8 stóp – Ratuszowa  2,  wydarzenie na facebooku
Poznań –  wtorek 16.2., godzina 18.30-20.30, Księgarnia z Bajki, Os. Przyjaźni 125

Olsztyn – czwartek 25.2. godzina 17.30-19.30,  Planeta 11, Biblioteka Multimedialna w Olsztynie, Piłsudskiego 38, wydarzenie na facebookuWięcej informacji tutaj„>okładka jogin1 (1)Fotografie mojego autorstwa – wszystko z ulic niezapomnianej Kalkuty, luty 2015DSC03034

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Kijowski pasuje do opisu Gandhiego. Broni w sposób pokojowy demokracji, a przy okazji ma spore zaległości w płaceniu alimentów na swoje dzieci. 🙂

  2. Azja wyprzedza Europę jeżeli chodzi o rozwój duchowy człowieka, samodoskonalenie, uprzejmość, szanowanie innego człowieka. Azja jest uprzejma, Europa i Ameryka Północna jest arogancka. Chrześcijaństwo uczyło służebności i poddaństwa, buddyzm samodoskonalenia.
    Boję się że idea buddyzmu jest totalnie sprzeczna z polskim charakterem, ale kropla wody wydrąży skałę. Życzę powodzenia.

  3. Nikt nie jest doskonały. Faktycznie KOD może nawiązywać do tradycji pokojowego oporu Gandhiego.

  4. Mówiąc półżartem – półserio, to większą siłę rażenia będzie miała matka dzieci Kijowskiego jeśli cmentarna Beata nie da jej każdego miesiąca 1500zł (zdaje się trójka dzieciaków), a ta w odwecie z innymi matkami także wyjdzie na ulicę. Tu Brudziński miałby już problem z wymyśleniem epitetów na nie, chociaż już wegetarianin w futrze brzmi dosyć komicznie. 🙂

  5. Tu już Pana komentarz daleko odbiega od tematu mojego tekstu…:)