Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu

13.11.2015
piątek

Jak ochronić własną radość życia, choć rządzi PiS

13 listopada 2015, piątek,

Przyznam, że o ile zwycięstwo PiS w wyborach było dla mnie jako obywatela po prostu smutną wiadomością, to gdy dowiedziałem się, że kontrolę nad naszymi siłami zbrojnymi będzie sprawował starszy pan znany z miłości co najwyżej do smoleńskiego wraka i paranoicznych teorii spiskowych – poczułem gniew.

„Jak to możliwe? – pukałem się w głowę – to chyba jakiś ponury kabaret?”. Po czym zaczęły mi się pojawiać poważniejsze pytania: czemu tylu ludzi zaufało Kaczyńskiemu i znów dało się zrobić w konia? Czy ludzie naprawdę nie czują, że każde sztywne wystąpienie w kampanii pana Prezesa czy premier Szydło na tle zawsze ponurych ludzi biło na kilometry wibracjami marszu pogrzebowego?

Wiem, że to politycznie niepoprawne, ale jestem pewien, że nie tylko mnie choć na moment zaświtała myśl: inteligentna organizacja w rodzaju indiańskiej starszyzny myślącej o konsekwencjach każdej decyzji na 7 pokoleń naprzód lub ktoś taki jak król Bhutanu – państwa, które zamiast ciągłego wzrostu gospodarczego szuka powiększania „narodowego szczęścia brutto” – byłby dla nas czymś lepszym niż rząd ustawiony przez schowanego w szafie „wizjonera”, który przekroczył postulowany przez swoją partię niższy wiek emerytalny.

No dobra, miewam takie myśli. Ale wiem, że wprowadzenie w życie takich wizji mogłoby być mało realne, a nawet przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Zacznę więc od czegoś znacznie prostszego i dużo pożyteczniejszego niż polityka – zajmuję się jogą śmiechu, sprawdzoną w 72 krajach metodą redukcji stresu. Oto moje, fachowca od radości, podejście do sprawy na to, by w rzeczywistości, która nigdy nie jest taka, jakbyśmy marzyli.

 

1. Zmieńmy to, co możemy zmienić.
Uwielbiam mądrość płynącą ze słynnej modlitwy popularnej między innymi w środowiskach uzależnionych – prośby o dar „odróżnienia tego, co da się zmienić, od tego, czego nie da się zmienić”. I jeśli faktycznie możemy przełożyć swoją frustrację na jakiś konkretny krok – napisanie tekstu, wysłanie listu, zwołanie demonstracji – zróbmy to. Będziemy mieć spokój sumienia, że coś zrobiliśmy, i mniejszą potrzebę narzekania. A kto wie, skrzydła motyla, fizyka kwantowa, nowe środki komunikacji… spróbować warto.

2. Pogódźmy się z tym, czego jednak nie zmienimy.
Kiedyś zawsze się denerwowałem, gdy gdzieś miałem się spóźnić, na przykład stojąc w korku. Ale moje podejście się zmieniło, gdy jakieś 10 lat temu staliśmy w autobusie w korku na szosie z moim znajomym Arturem. Obaj spóźnialiśmy się na ważną dla nas konferencję, ja się denerwowałem, wychodziłem, rozmawiałem z kierowcami, policjantami, próbowałem się dowiedzieć, kiedy wypadek zostanie usunięty. Mój umysł miał wielką potrzebę kontroli. A Artur spokojnie siedział w zupełnie indyjskim stylu. „Helikoptera nie mamy – mówił – pozostaje czekać, nie zamierzam martwić się tym, na co i tak nie mam wpływu”.

Już jako nastolatek zacząłem działać w organizacjach ekologicznych, humanitarnych, pacyfistycznych. Próbowałem zmieniać świat. Ta ciągle wartościowa chęć zmiany dziś spotyka się z dojrzałą pokorą. Jeśli uznałem, że mój wpływ na to, kto będzie ministrem obrony, jest prawie żaden, to może lepiej poczekam spokojnie w korku, aż ten wypadek zostanie usunięty?

3. Cieszmy się tym, co piękne w naszym życiu, i róbmy to, co karmi nasze serca.
Socjolodzy, do których też mogę się zaliczać, często mówią, że jako społeczeństwo znajdujemy indywidualne odpowiedzi na zbiorowe problemy. Klasyka to oczywiście cicha emigracja w miejsce zbiorowego buntu – zarówno faktyczny wyjazd zagranicę, jak i wewnętrzne wycofanie. Kiedyś jako młodemu aktywiście nie podobało mi się to – nie mogłem pojąć, dlaczego tylu ludzi żyje swoim prywatnym życiem, gdy wokół wojna – wtedy w Iraku, teraz w Syrii czy na wschodniej Ukrainie, zmiany klimatyczne itp. A teraz widzę, że czasami to zadbanie o nasze mikroradości to najmądrzejsze, co możemy zrobić.

Jak zaczynam śledzić wydarzenia ze świata polityki – rośnie we mnie złość, smutek, niezgoda, tak jakbym podłączył się do potężnego demona zbiorowej frustracji. Ale najczęściej nie są na tyle silne, bym coś zrobił ponad jakiś dowcipkujący wpis na Facebooku. Tymczasem jak spojrzę na moje prywatne życie, mam same powody do radości, doświadczam dużo miłości i przyjaźni, wokół mnie jest tylu świetnych ludzi, a wkrótce mam być ojcem. Do tego cieszę się, że się rozwijam, czuję, że mam więcej dojrzałości na mojej drodze zawodowej i jednocześnie ciągle ten błysk w oku radości z nowych doświadczeń.

Takim doświadczeniem niedawno była dla mnie praca z niepełnosprawnymi umysłowo – regularnie co miesiąc na kilka dni odwiedzaliśmy wraz z żoną Dom Pomocy Społecznej w Skwierzynie w województwie lubuskim, z którym przygotowaliśmy wspólny projekt zajęć jogi śmiechu. Pełnosprawna większość często czuje swoją wyższość nad tymi, których uznaliśmy za „niepełnosprawnych umysłowo”. Tymczasem ta wyższość jest tylko względna: przekonałem się o tym, że niepełnosprawni umysłowo mają znacznie więcej w sobie radości, spontaniczności, otwartości serca – tak jakby w miejsce owych umysłowych braków otrzymali potężniejsze serca. Bycie wśród nich karmi moje serce. Podobnie zresztą jest z małymi dziećmi, wiecie o tym dobrze, więc tylko o tym przypomnę, że przedszkolaki śmieją się 400 razy dziennie, podczas gdy dorośli skromne 10 razy.

4. Pamiętajmy, że wszystko może służyć naszemu rozwojowi.
W chwilach smutku lubię przypominać sobie słowa polskiej mantry: „A po nocy przychodzi dzień, a po burzy słońce”. Wiem, że kryzysy są potrzebne, by nastąpiły zmiany, które poszerzą naszą świadomość. Przez kilka lat żyłem, odpowiadając znajomym na pytanie „jak się masz?” z ponurym wyrazem twarzy: „jakoś ciągnę”. Żyłem życiem byle jakim, średnim, takim na trójkę z plusem wedle mojej wewnętrznej skali (wszelkie zewnętrzne oznaki uznania nic tu nigdy nie zmienią). Aż to życie w pewnym momencie rozsypało się na kawałki wraz z odejściem partnerki, utratą pracy i chorobą nowotworową mojego ojca. Z tamtej perspektywy widziałem tylko same tragedie. Z perspektywy 5 lat, jakie minęły od tego czasu, wiem, że to wszystko było potrzebne, żebym przestał żyć na pół gwizdka, a zaczął żyć odważnie, w pełnej zgodzie z moim powołaniem.

Bardzo pomogła mi w tym książka Stevena Levine’a „Gdybyś miał rok życia przed sobą”, której autor proponuje ciekawy eksperyment na świadomości. Przestałem odkładać wszystko, co ważne, na później, spełniłem moje odkładane przez 7 lat z roku na rok marzenie i pojechałem do Indii. A jak poczułem, że poznałem kobietę, z którą chcę w pełni być, oświadczyłem się jej. Przypuszczam, że gdybym wtedy, 5 lat temu, jeszcze zachował możliwość życia po staremu, pewnie jakiś czas bym z niej korzystał. Mam nadzieję, że się mylę, ale mam poczucie, że większość ludzi nadal tak żyje, a ci, co zdobyli się na zmiany podobnie jak ja, doświadczyli tego typu kryzysów.

Z innej perspektywy terapeuci pracujący z uzależnionymi mówią, że każdy alkoholik musi sięgnąć swojego dna, by zechcieć cokolwiek zmienić. Gdy tego dna, które naturalnie może być znacznie głębiej, niżby uznali ludzie wokół nich, nie sięgnie, może latami żyć i pić po staremu. Oczywiście dobrze wiemy, że nie każdy odbije się od tego dna, ale bardzo rzadko zdarza się, by ktoś zaczął się zmieniać bez sięgnięcia do niego.

Być może jest tak i teraz z naszym krajem. Już gorszego ministra obrony niż Macierewicz prawdopodobnie nie będziemy mieli za naszego życia, już będzie tylko lepiej…

5. Warto kultywować pozytywną wizję.
Nikt nam nie zabroni marzyć i dzielić się marzeniami. A mówienie o marzeniach nie zapesza, tylko wzmacnia je, bo okazuje się, że – jak śpiewał Lennon – „I am not the only one”. Jednym z moich marzeń dzielę się z Wami już teraz. Nawet jeśli za rok czy dwa będzie panował ponury klimat poważnie „narodowych” rządów, nikt nam nie przeszkodzi, by spotkać się w 50 tysięcy osób na dużym stadionie i wspólnie pośmiać się, ustanawiając absolutny światowy rekord radości. I to nie szyderczym śmiechem, tylko serdecznym, płynącym z pełnej celebracji życia. Ba, wręcz czuję, że Duda, a może i sam Macierewicz będą chcieli pokazać się z dobrej strony i pośmieją się z nami.

W ogóle ostatnio moja wyobraźnia wybiegła na ileś lat wprzód i wyobraziłem sobie, że psychologia pozytywna zwyciężyła, ludzie zaczęli powszechnie korzystać z know-how radości i jogi śmiechu… I wiecie, jakby wtedy wyglądała taka kampania wyborcza? Żadnych docinek, wyzwisk, grzebania w przeszłości, posądzeń o złe intencje. Tylko pozytywnie, czyli wszyscy doceniają innych. Na przykład mówią: „doceniamy Was, nasi drodzy przyjaciele, że w czasie Waszych rządów udało Wam się to i to, i naprawdę świetnie dbacie o nasz kraj, ale my byśmy jeszcze chcieli to i tamto zmienić, taki tam nowy program uruchomić: »Tort Czekoladowy dla każdej rodziny«, by było jeszcze fajniej”.

A tamci odpowiadają: „My doceniamy Was, kochani, bo Waszymi pomysłami sprawiacie, że się rozwijamy, że możemy poszerzyć naszą świadomość i choć bardzo nas zainspirował Wasz program i zwrócenie uwagi na istotną potrzebę większej słodkości w narodzie, to w trosce o zdrowie obywateli wolimy uruchomić program »Tysiąc cukierni bezcukrowych«, tak aby w każdym powiecie był dostęp do zdrowych słodyczy”. Możliwe? Jasne, że możliwe. Istnieje tylko jedna granica. Granica Twojej i naszej wspólnej wyobraźni.

6. Nie znamy przyszłości. I dobrze!
Jest taka mądra przypowieść o pewnym chińskim wieśniaku. Pewnego dnia uciekł mu koń. Sąsiedzi mówili mu współczująco: „jaka tragedia, bracie, zostałeś bez jedynego konia!”. A nasz chłop odpowiadał im spokojnie: „tragedia czy szczęście, dobrze czy niedobrze, zobaczymy”. Potem koń powrócił w podskokach, ale nasz bohater nie podzielał entuzjazmu sąsiadów, dalej odpowiadając to samo. Pewnego dnia jego syn spadł konia i złamał nogę. „Tragedia czy szczęście, dobrze czy niedobrze, zobaczymy” – odpowiadał wieśniak na płaczliwe gderania. Za kilka dni pojawiła się armia i zabrała wszystkich młodych mężczyzn do wojska. Oczywiście poza synem naszego bohatera.

Dlatego w moim poprzednim tekście postulowałem, by nie kupując bredni o „nowej Polsce”, zachować spokój i wysyłać życzenia pozytywnej energii nowemu rządowi. Jak Macierewicz, Ziobro i spółka będą chcieli wywołać wojnę i wieszać ludzi na latarniach, to wyjdźmy, kochani, na ulice, żeby ich powstrzymać. Ale póki co jeszcze nic nie zrobili, więc zachowajmy spokój, kto wie, może i nawet oni nas czymś dobrym zaskoczą. Może „dadzą radę” wzbić się ponad swoje dotychczasowe sposoby działania? A w najgorszym razie rozpierducha, którą chłopaki zrobią, doprowadzi do tego, że będziemy mieć nowy rząd i nowego prezydenta, fajniejszych niż wszystko, co było do tej pory.

7. Szczęśliwie mamy jogę śmiechu!
Nie mam specjalnej potrzeby reklamować tego, co robię, bo z łatwością zbieram grupy chętnych na warsztaty, które organizuję od morza po Tatry. Po prostu chcę powiedzieć, że zawsze istnieje jeszcze opcja, żeby śmiać się niezależnie od nastroju. Śmieję się ze zdrowymi i chorymi, niepełnosprawnymi i pełnosprawnymi, z bankowcami i zespołami IT, ze studentami i z seniorami. Gimnastyka, którą przywiozłem z Indii, pozwala się śmiać na zasadzie praktyki dla zdrowia, by zwiększyć odporność organizmu, pobudzić endorfiny, obniżyć poziom stresu.

Ciało i umysł nie widzą różnicy, czy śmiech jest świadomie wywołany czy naturalnie, a w grupie łatwo uzyskać jakość świetnej zabawy bez potrzeby sięgania po używki. Joga śmiechu pomaga przechodzić ze śmiechem przez wyzwania, budując w nas w zgodzie ze współczesną psychologią pozytywną optymizm i zdolność dostrzegania we wszystkim sensu i możliwości. Być może to ciemne tło jest potrzebne, żeby światło naszej świadomie rozwijanej radości mogło rozbłysnąć.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 17

Dodaj komentarz »
  1. Może zapisać się do PiS-u? I zostać najprawdziwszym polskim patriotą?

    Nie … witamy w wielkiej rodzinie ludzi na wewnętrznej emigracji. Ja już na niej od 2011 roku, kiedy straciłem ostatnie złudzenia co do PO i reformowalności całego zdegenerowanego systemu politycznego Polski. Są nas już miliony nad miliony, więc będzie Autorowi w naszej grupie raźniej.

  2. Jak? To proste: oglądać reportaże obrazujące 8 lat rządów PO-PSL. Pracować do 67 i patrzeć na obraz Tuska na tle Zielonej Wyspy.

  3. .. widocznie polacy potrzebuja ,,wielkiego kopa w d…,, to moze przejdzie myslenie do glowy i otrzezwieja i zobacza ze oszolomow mamy wielu….. a Polak ponownie madry po szkodzie !!!!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowny panie Autorze, pragne zwrocic uwage, ze spora wiekszosc obywateli dala w ostatnich miesiacach dwukrotnie dowod, ze wiekszej radosci zycia oczekuja po zmianie sterow u wladzy, ktora nastapila. Bardzo wielu ludziom odpowiada gleboka religijnosc, teoria spiskowa itd…, a ksenofobie reprezentuja jednakowo oba nurty. Czyzby pan pisal tylko do wybrancow, a wiekszosc jako przypadkowe spoleczenstwo niegodne jest panskiej uwagi? Uczyc sie radosci zycia trzeba zawsze. Moja rada jest zwyczajniejsza: mniej zawisci, ktora spala Polakow, zlosci na wszystko, tolerancji, a wlasciwie wystarczy obojetnisci, ksenofobii, checi pokazania sie. I od razu bedzie lepiej.
    Roznice ideologiczne miedzy bylymi i obecnymi sa wlasciwie n iezauwazalne, jednokowo lizali ……kosciolowi, natomiast za bardzo stworzyli republike kolesi, not o teraz odbija sie czkawka.

  6. Znakomite zdjęcie na głównej, dobrze oddające charakter osobnika , jak i całej formacji.
    Mój wnuczek, 4 latka, przypadkiem zobaczył to zdjęcie i z krzykiem pobiegł do babci, wołając, babciu, dziadek ma zdjęcie diabła.
    A jak przeżyć ten okres ciemnogrodu i dyktatury ? Robić swoje i czekać, aż ich elektorat ich przepędzi z powodu niezrealizowanych gruszek na wierzbie.
    Pierwsi będą górnicy.
    Daję im 2 lata, chyba że zmienia Konstytucję RP. Wtedy będą rządzić do końca świata.
    A nam zostanie emigracja i los uchodźców, tak jak Syryjczykom.

  7. Ochroniłem własną radość życia, choć rządził (nie) rząd PO-PSL. Teraz moja radość życia jest wielka, bo rządzi PiS…

  8. Dziękuję

  9. Po trzykroć dziękuję:)

  10. O, jak tu fajnie!

  11. Śmiech to najlepsza broń, a poza tym śmiech to zdrowie. Ponuracy z PiS-u i kancelarii prezydenckiej boją się śmiechu, tak jak bali się go partyjniacy z PZPR. A więc śmiejmy się, rodacy i róbmy swoje. Los nam będzie sprzyjał.

  12. Dobra inicjatywa, Polska jest krajem smutasów.
    PS. Polska armia nie ma bomby atomowej, alleluja.

  13. ok! popieram!!!

  14. W zasadzie, ponieważ nie możemy tego zmienić, pozostaje tylko czekać co będzie dalej. Ja myślę, że jednak po burzy nastanie słońce jak słusznie Pan to zauważył, a to że przyjdzie nam poczekać – nie szkodzi. Zawsze po latach złych następowały dobre… 🙂

  15. Nie można emanować gniewem i rozczarowaniem na to co się dzieje w naszym pięknym kraju. Żeby zachować zdrowy rozsądek, poczucie humoru i trzeźwośc obserwacji tego co rozgrywa się na scenie politycznej, społecznej, zaściankowej i każdej innej , trzeba robić swoje i mieć na wszystko wyj….:-)
    Co ma przyjść i tak przyjdzie….

  16. Pozostaje nam chyba tylko emigracja lub joga śmiechu 😀

  17. Polacy glosowali na PiS bo chcieli zmiany. Nie powinni sie czuc zawiedzeni. Zmiany zaczynaja byc coraz bardziej widoczne.

  18. „Wszystko może służyć naszemu rozwojowi…”

    A owszem.
    „Polityka” rozwija się tymi słowy jak dywan z wersetami Coellho, wewnątrz pudełka czekoladek, a polityka w tym rozwoju przewodzi, zaiste na wszelkie sposoby i za wszelką cenę.
    I kto zaprzeczy, że współczesna mądrość – rozumnych śmieszy, a głupich rozwija, jak ciasto na pielmienie pod wałkiem?
    A to dopiero poczatek…! 🙂 🙂