Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu Jogin Śmiechu - Śmiech po zdrowie! Blog Jogina Śmiechu

28.10.2015
środa

Nakarmić demona miłością!

28 października 2015, środa,

Dla mnie też – tak jak dla ciągle całkiem pokaźnej liczby ludzi w Polsce, którzy głosowali na partie centrum lub lewicy – nasz nowy rząd, podobnie jak nowy prezydent, to symbole obudzonych starych demonów w nieco nowym przebraniu.

To zbieranina lęków naszego społeczeństwa. Jego bigoterii, ułańskiej fantazji i sarmackiego warcholstwa. Koncert żalów, roszczeń i urażonej dumy. Na pociechę wykluczająca obcych i myślących inaczej plemienna solidarność. W pakiecie jeszcze ryzyko chęci zemsty, płynącej z doświadczeń pogardy i poczucia historycznych krzywd. Plus trochę cwaniackiej wprawy w grę „moje lepsze niż twoje”.

Jeszcze parę lat temu głosowanie na „pisiorów” i ich lidera przemawiającego z gracją blaszanego drwala było największym obciachem, dziś stało się normą nawet wśród najbardziej wykształconej części społeczeństwa. Do tego w mocnym towarzystwie „bardziej szalonych kumpli z prawej” w postaci Korwina i Kukiza sam pan Jarosław zaczyna jawić się jako w miarę umiarkowany i w miarę europejski mąż stanu. Na moment pojawiła się we mnie chęć walki, niezgody lub protestu obrażonego dziecka spod znaku „zabieram moje klocki / wyjeżdżam z tego kraju”. Ale po chwili pojawił mi się przebłysk świadomości: hej, hej, nie tędy droga!

Sprawa jest prosta: walka z nimi będzie ich karmić. Wiecie o tym pewnie dobrze – im więcej z czymś walczymy, tym więcej dajemy temu mocy, bo o tym myślimy, a za myślą nieuchronnie podąża energia. Nasz umysł nie zna słowa „nie”. Jak Wam powiem, że macie nie myśleć o różowych króliczkach, wszystkim zaraz wyświetli się obraz skaczącego różowego króliczka. Dlatego znacznie lepiej budować ruch propokojowy, a nie „antywojenny”. To po to warto skupiać się na pozytywach, na tym, czego w głębi pragniemy. Znacznie więcej energii do działania da nam pozytywna wizja, czego chcemy w naszym życiu – tak zawodowym, jak politycznym – niż negatywna. Wiedzą o tym wszyscy, którzy zajmują się psychologią pozytywną, coachingem, pracą ze świadomością, terapią, tylko nie zawsze pamiętają, żeby to stosować.

Dlatego każdy porządny coach pomógłby klientowi przeformułować cel negatywny (np. „uwolnić się od korporacji”) na cel pozytywny (np. „poznać swój potencjał i odważnie zacząć żyć w zgodzie z własnym powołaniem”). Dlatego pewnie lata satyry z PiS spod znaku „Szkła Kontaktowego” i tym podobnych programów, gdzie ciągle pokazywano Kaczyńskiego i jego dwór, tylko karmiło tego demona – aż nabrał takich rozmiarów, że zasiadł na tronie. Dlatego choć jestem jednym z ostatnich, którzy by oddali na nich głos, chcę zaproponować inne podejście.

Mamy już demona na tronie. Trudno, kawa się wylała. Najlepsze, co możemy zrobić, to pozwolić mu poczuć nasz szacunek. „Tak, witamy Cię, drogi demonie historycznych krzywd, jesteśmy do usług!”. Czego chcesz? Coś ci pośpiewać? Zaparzyć kawy? Zamówić pizzę? Poszeptać ci do ucha, że jesteś wielki i wspaniały? Ukołysać cię do snu? A może potrzebujesz szabelki do pomnika Wielkiego Brata? Z demonem politycznym jest jak z nowotworem. Im więcej będzie się z nim walczyć, tym bardziej będzie rósł w siłę. A jak mu oddamy tron, który i tak już zajął, niczym nowotwór ze swoimi przerzutami nie pytając o zdanie, i powiemy mu: „drogi demonie, całe królestwo jest twoje” – w naturalny sposób demon poczuje się doceniony i zacznie słabnąć, zacznie się kurczyć, maleć, aż pewnego dnia na gębie demona pojawi się uśmiech dziecka.

Nieraz widziałem, jak ludzie chorujący na nowotwory odzyskiwali spokój, a nawet doznawali poprawy na zdrowiu, gdy zaakceptowali swoją chorobę, uwolnili się od gniewu i poczucia krzywdy, przyjmując mądrość, że nie ma co walczyć z tym, czego i tak nie możemy zmienić. Poznałem nawet osoby, które dostrzegły w raku wielki impuls do rozwoju i mówiły, że są za niego wdzięczne, bo bez niego nie dokonałyby ważnych zmian w życiu. Taką postawę wyraził też w swojej pięknej książce „Nic nie zdarza się przypadkiem” wybitny włoski pisarz i reporter Tiziano Terzani, dla którego choroba była impulsem do ostatniej podróży.

To co Wy na to? To co robimy z naszym demonem politycznym? Wyślemy mu życzliwy śmiech i zaufanie, spokojne poczekamy, aż on znormalnieje i czując się akceptowanym, pozwoli nam żyć po swojemu? Tym samym naszym oddaniem i pełną akceptacją stępimy mu kły i pazury. A jak to często w życiu bywa, okaże się, że ten cały „demon” to była tylko maska skrywająca smutek i wrażliwość przestraszonego dorosłego dziecka. Oby tak było.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. Hm. Że będę pierwsza. Jak to mówią „nie da rady, oba samce”. Rozumiem przesłanie ale w tym wypadku przez gardło mi nie przejdzie. Zbyt mentalnie się różnimy żebym mogła gładko przejść do porządku nad demonem na tronie w otoczeniu pp. Brudzińskiego, Macierewicza i Ziobry. Wspomniałam na innym blogu że udaję się na wewnętrzną polityczną emigrację bo albo negatywna energia i psioczenie albo skoncentruję się właśnie na swoich planach i życiu, po prostu. Na zaistniałą sytuację nie poradzę, na wyborach byłam i głos oddałam. Jest jak jest, Kaczyńskiemu nic wysyłać nie będę, za dużo sobie nagrabił. Pozostaje mi odwrócić się plecami. Niestety.

  2. Demony? Bez przesady, raczej ludzie ze swoimi śmiesznostkami i słabościami. No i świetny materiał dla kabaretów. Weźmy na przykład tajemnicze nocne spotkania prezesa i prezydenta, to doskonały temat do filmu przygodowego.

  3. Demonizowanie Kaczyńskiego to głupota.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zaparzyć kawę Jarosławowi K???
    W życiu. 🙂
    Na nowotwór jednak najlepiej działa chemio i radioterapia + leki celowane. Pozytywne nastawienie pacjenta też jest istotne, jednak wyleczalność jest lepsza jak się stosuje leczenie.
    Przekładając na język polityki: pilnowanie żeby jakakolwiek partia nie zawłaszczała stanowisk, nie dłubała przy konstytucji i w prawie, nie manipulowała służbami itd.
    Donald Tusk próbował polityki miłości w 2007 roku. Efekt jest taki, że ludzie PISu, którzy złamali ewidentnie prawo, nie zostali ukarani. Jest to szkodliwe podwójnie, gdyż ci ludzie czują się bezkarni, a społeczeństwo ma poczucie, że państwo jest słabe i bylejakie.
    I nie chodzi mi o to, żeby z PISem walczyć, tylko żeby nie stosować taryfy ulgowej. Za dużą odpowiedzialność wzięli, żeby mówić „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało”.
    A pomniki niech sobie stawiają. A co mi tam.
    A swoją drogą ciekawe. Taka była awantura o pomnik Lecha K na Krakowskim Przedmieściu. Prezydentem od kilku miesięcy jest AD i nic. To nie o pomnik chodziło? Tylko o co, że prezydent niewłaściwy? 🙂

  6. Promieniujący miłością autor, jakoś nie zauważył, że to właśnie „polityka miłości”, wyniosła demona na tron.

  7. ciekawa diagnoza ,ale z fanatyzmem tymi środkami to się nie da.

  8. Infantylne. Niemcy przyklaskiwali Hitlerowi, i jak się skończyło?

  9. Panie Piotrze, z tym nowotworem to Pan sie chyba zagalopowal co? Jednak leczenie jest zawsze skuteczniejsze od nierobienia nic…. chyba ze Pan chce oslabic nowotwor „duchowo”…
    Poza tym bardzo ciekawy blog, czekamy na dalsze wpisy 🙂

  10. Faktycznie, jakbyśmy znudzili się liberalizmem i „wolnością”. Kombinujcie, dlaczego?

  11. Na mój dusicku! Jaki pikny blog! Jo wprowdzie śmiać sie nie zamierzom, bo mi sie to zwycajnie nie opłaco – kie mom smutnom mine, to udoje mi sie wyłudzić od turystów duzo więcej kanapek niz wte, kie jestem oześmiony. Ba wy, ludzie – jak najbardziej śmiejcie sie piknie!
    A kie idzie o to karmienie demona miłościom, to jo nie wiem, cy mo Pon sto procentów racji, ba myśle, ze mo Pon jej przynajmniej kapecke. No bo przybocujom mi sie casy hyrnej Pomarańcowej Alternatywy w ostatnik rokak PRL-u. Heeej! Bywało, ze pałowano ucestników pomarańcowo-alternatywowyk happeningów, ale nierzadko bywało tyz tak, ze zomowcy – pozirając na wygłupy happeningowców – nie wytrzymywali i parskali śmiechem. I w końcu nawet dowódca warsiawskik zomowców – pon kapitan Maj – casem sie do tyk wygłupów przyłącoł. O, na przikład roz (to był chyba cerwiec 1988, ale moge sie mylić) na stołecnym placu Zamkowym ucestnicy happeningu zacęli wołać ku niemu: „Gargamel! Gargamel!” A na to pon kapitan odpowiado (i to głośno, przez megafony swojego milicyjnego auta): „Proszę mnie nie obrażać! Jestem Smerfem, nie Gargamelem!” Cy w pocątkak stanu wojennego ftokolwiek sie spodziewoł, ze zomowski oficer zdobędzie sie na takie pikne „wyznanie”? 😀

  12. Bardzo mi bliska postawa, Panie Joginie Śmiechu, po pierwszych emocjach wyborczych. Terzaniego mam stale pod ręką. Tylko kiedy spokojna akceptacja, że kota trzeba trochę pogłaskac, przechodzi w ugodowość…? – oj, muszę kota pogłaskać…! Pozdrowionka miłe.

  13. Nie dam się straszyć demonami. Na PiS zagłosowało raptem 37% ludzi, którzy poszli do urn, co przy frekwencji 51% daje niecałe 20% ludzi uprawnionych do głosowania. Już po fakcie wiele ludzi będzie narzekać, że głosowało na PiS, a tu będą likwidować gimnazja, albo nawet dobiorą się do kont w bankach. Oberwie się wszystkim, nie tylko tym, którzy oddali głosy na PiS.

  14. – symbole obudzonych starych demonów w nieco nowym przebraniu
    – zbieranina lęków naszego społeczeństwa. Jego bigoterii, ułańskiej fantazji i sarmackiego warcholstwa
    – ryzyko chęci zemsty, płynącej z doświadczeń pogardy i poczucia historycznych krzywd
    – stępimy mu kły i pazury
    – „demon” to była tylko maska skrywająca smutek i wrażliwość przestraszonego dorosłego dziecka.
    …To co Wy na to?

    To co powyżej Szanowny Autor BYŁ ŁASKAW napisać pod adresem „demona”, to są te wyrazy miłości, którymi ma zamiar go karmić by tępić mu te pazury?

    No to My, znaczy Nemer na to uważamy sobie, że rzeczywiście można się, dla zdrowia, posikać ze śmiechu – tak generalnie – na wysyłanie tego tekstu Autora jako „Znaku Pokoju” do demona.

    A w ogóle, to kampania wyborcza jeszcze trwa? – jestem zdumiony, bo myślałem, że cisza przedwyborcza ją kończy.

  15. Zacznijmy taK:
    1
    Był taki jeden, co na wszelkie zarzuty odpowiadał miłością. Jezus się nazywał. I skończył? Dlatego nawet miłość należy w zjadliwych dawkach stosować. Inaczej zamienia się w przeciwieństwo.

    2. Ma Pan rację. Pańskie podejście przejęła już połowa polskiego dziennikarstwa (druga to ta z PiS). Dlatego bardzo bym prosił najpierw o odpowiedź czym Pan się będzie różnił od tych, którzy nagle dojrzeli w Kaczyńskim zbawiciela i archanioła. A dopiero potem zaczniemy rozwijać Pańską teorię.

    3. Problem w tym, że życie mam tylko jedno. I co się stanie jeśli Pan się pomylił i przy Pańskiej teorii wyląduję z mieczem państwa islamskiego na szyi. Łatwo się wymyśla wspaniałe możliwości jeśli się nie ponosi odpowiedzialności za ich możliwe fatalne skutki.

    4. Jak Pan odróżni tych, którzy klaszczą zgodnie z Pańską zasadą od tych, którzy przytakują z lizusostwa? I co zrobi biedny Kaczyński jeśli wszyscy będą go chwalić? Zmieni się czy raczej uzna, że miał rację? I przykręci śrubę. Porusza się Pan po cienkim lodzie.

    P.S. Dzisiaj w Gazecie rozmowa. Na stwierdzenie, że Rosja uważa, że Polska jest dużym państwem, które należy traktować jak partnera odpowiedź Polaka: O! Rosjanie zaczynają nas rozgrywać. Czekam na Pana nacechowany miłością komentarz.

  16. Karmienie demona miłością już się odbywało. Ze znanym rezultatem.

  17. Niby najeżdża Pan na PiS, ale między wierszami, daje Pan do zrozumienia, że ten PiS, to nie jest taki zły – gorszy jest Kukiz i Korwin-Mikke. Jeśli ktoś głosował na PiS, to jeszcze jest to do wybaczenia, ale na tych dwóch, to „mega-obciach”.
    Pozwolę sobie nie zgodzić się z Pańskimi tezami. Przede wszystkim stanowczo protestuję przeciwko odbieraniu palmy pierwszeństwa Prawu i Sprawiedliwości – według mnie,już sam „epizod smoleński” (jeszcze zresztą nie zakończony) pokazał, że partii Jarosława Kaczyńskiego należy się miano, którym Pan określa Kukiza i JKM. Macierewicz, parówki, puszki, Hel, bomby próżniowe, albo klasyczne-trotylowe, dobijanie niedobitków z Tupolewa, podmiana trupów na sobowtóry, podmiana wraku, itp. itd.
    Dołożyłbym do tego intronizację Chrystusa na Króla Polski, modlitwę od deszcz, a później modlitwę o to, by wymodlony deszcz przestał padać, bo zrobiła się powódź,bitwę o krzyż przed Pałacem Prezydenckim, a ostatnio inicjatywa mająca na celu zakazanie w Polsce Halloween.
    A teraz niech Pan będzie łaskaw wskazać, choć jedno kretyństwo ze strony Kukiza czy JKM, które mogłoby się równać kretyństwa PiS-owskie. Nb.chyba tylko Urban wyszydzał je bardziej niż JKM.
    Natomiast co do Pańskich propozycji, to podpisuję się po nimi obiema rękoma. Tylko śmiechem 🙂

  18. Cóż ja zamierzam się dobrze „bawić”. Kupiłam sobie kalendarz i będę wpisywać co lepsze wypowiedzi i insynuacje panów polityków. Przeszła mi irytacja. Jak słusznie zauważył azur na PiS zagłosowało ok. 20% uprawnionych do głosowania. Do wyborów nie poszło 49% uprawnionych. Będą mieli co chcieli. Stierdziłam, że nie ma co się denerwować, choć byłam zaskoczona, że na PiS zagłosowało tak wielu młodych. Społeczeństwo polskie się bardzo radykalizuje, szcególnie młodsze pokolenia. To już nie są moherowe berety. Oprócz kilku „kwiatków” (m.in. Macierewicz, Kamiński, Ziobro) ten rząd nie jest taki zły. Szkoda tylko, że Prezes się wtrąca. Może coś by z tego wyszło, gdyby Prezes dał Pani Beacie porządzić. A tak przewiduję, że tak wszystkich wkurzą jak w 2007. Nie sądze by ta kadencja sejmu trwała 4 lata. Trzeba to po prostu przetrzymać. Niestety PO jest samo sobie winne, a lewica jak się okazuje jest za słaba.

  19. Od lat uważnie czytam Politykę drukowaną i jej internetową stronę. Bywało nieraz, że komentowane sprawy poruszały mnie bardzo i chciało się zabrać głos, – ale brakowało odwagi. Dopiero ten blog i kontekst, w jakim powstał wreszcie zadziałał.
    Autor bloga pisze w swoich komentarzach o bardzo ważnej sprawie – jak nie dawać się traumie ponurej wizji rządów PiS, bo owa wizja straszliwie przygnębia, mnie i wiele osób w moim otoczeniu. Będę tu zaglądać w poszukiwaniu pozytywnego, emocjonalnego wsparcia lub wskazówek, jak go uzyskać.
    Święta racja – śmiech to zdrowie, to potęga. Fajne scenki opisał Owczarek Podhalański.
    Co do postulatu „obłaskawiania demona” to zgadzam się z przedmówcami, że demon na to nie zasługuje, na razie. Demona samo życie szybko postawi przed kilkoma nieubłaganymi lustrami, w tym europejskim; jest nadzieja (zapewne płonna), że sam się przerazi, zawstydzi, a może rozbawi i zacznie się trochę zmieniać.
    Póki co demonowi bezwzględnie trzeba patrzeć na ręce, póki co – nie emigrować wewnętrznie, ale budzić się do społeczeństwa informacyjnego. Bo tylko tak można choć trochę wesprzeć osłabioną opozycję. Wiedza, inteligencja, Internet i przedni, życzliwy dowcip – to istotny potencjał.
    Powodzenia Joginie Śmiechu 🙂

  20. Ktoś kiedyś powiedział; „Jeżeli nie masz na coś wpływu, to tym się nie przejmuj” Proponuję więc przejść do porządku dziennego i zająć się swoimi sprawami. Za cztery lata powinno przyjść nowe. Chyba, że PIS dogodzi większości i pozostanie u władzy następną kadencje.
    pozdrawiam

  21. Dziękuję za wszystie komentarze. Przyznaję, że tekst pisałem z lekkim przymrużeniem oka. W kolejnych wpisach zaprezentuję szerzej wizję co joga śmiechu może dać nam jako społeczeństwu i polityce niezależnie od światopoglądu jaki mamy – wszyscy możemy porozumieć się w uniwersalnym języku pokoju jakim jest śmiech.

  22. Bardzo mnie cieszy pojawienie się tego bloga i te autora wpisy.
    Jest prześmieszną ilustracją infantylnego, hipstersko zideologizowanego wykluczenia intelektualnego, które charakteryzuje rosnącą część mieszkańców globu.
    Zglobalizowanych wokół społecznościowo wokół globus histericus równouprawnienia głupstwa sieciowego.
    Powstaje globalna beka, wynosząca do władzy obywatelskim uchchacheniem potwory zamordyzmu, które zdawało się dawno przebite osikowym kołkiem.
    Kołek jednak ze śmiechu wyskoczył i rządzi.
    Popierajmy ten Klub Wesołego Opornika („KW-O”), a kto rozumny – wie dokąd zwiewać.
    Pozdrawiam.