Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

23.06.2016
czwartek

1978: Polska-Peru 1:0

23 czerwca 2016, czwartek,

IMG_6444Nie noszę patriotycznych koszulek, nie wywieszam flag na balkonie i nie mam biało-czerwonych lusterek w aucie, ale przyznam: mecze Euro oglądam z radością i za naszych trzymam kciuki.

Kibicuję mało wylewnie, ale z zaangażowaniem i w różnych miejscach. Na przykład w Sieciówce – przestrzeni coworkingowej na warszawskim Służewie, gdzie oglądałem mecz Polska-Ukraina w oprawie bezalkoholowej i z wegetariańskim poczęstunkiem. Na mecz Polska-Niemcy zajrzałem zaś do prowadzonego przez Afrykanów Baobabu na Saskiej Kępie. Bywa tam często międzynarodowe, iście mundialowe towarzystwo, sporo czarnoskórych kibiców, znakomitości polskiej kultury też można spotkać.

Ale nie o tym. Dziś o tym, jak w jeden z tych gorących dni zapragnąłem obejrzeć Euro z mamą w rodzinnym domu, ale okazało się, że mama ma taki ciut skromniejszy pakiet telewizji i z Euro nici. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – każda sytuacja jest w porządku i ma potencjał: znalazłem niemniej ciekawą propozycję meczową i mam materiał na felieton.

Okazało się, że na jednym z kanałów w ramach innych niż „Krzyżacy” alternatyw pokazano retransmisję mundialowego meczu z 1978 roku: Polska-Peru. Nie miałem szansy obejrzeć tego mundialu wcześniej, bo dopiero przy okazji kolejnego mundialu przyszedłem wtedy na świat. Zresztą tak wielkim fanem piłki nożnej, żeby oglądać mecze archiwalne, nie jestem.

Ale spróbowałem. I patrzę: trener Nawałka akurat podaje piłkę do prezesa Bońka, gdzieś nadbiega były prezes Lato. Ojej, piękny strzał Kazia Deyny… Mecze mają tę zaletę, że jak nie znasz wyniku, to nie ma znaczenia, czy mecz odbywa się teraz, czy odbył się wczoraj, czy 30 lat temu. Ważne, żeby to nas pasjonowało 🙂

A im dłużej oglądałem ten mecz, tym ciekawsze spostrzeżenia pojawiały mi się w głowie. W tamtych czasach mecz oddawał bardziej charakter życia, które było dużo spokojniejsze i przewidywalne, a jego symbolem były pewne etaty.IMG_6445Słuchanie komentatora sportowego sprzed 30 lat pozwoliło mi zaś poczuć, że w tamtych czasach rządził styl „zen”. Komentator naprawdę był tu i teraz, śledził, co się dzieje na boisku… i nic więcej.

Dziś komentator też stara się śledzić, co się dzieje, ale wie, że to już nie wystarczy. Dlatego serwuje mnóstwo statystyk o występach piłkarzy w reprezentacji (ten 11 występ i 8 goli, ten nie strzelił gola od 548 minut). Oczywiście dzisiejsza technosfera ułatwia to zadanie. Komentator cały czas więc gada i zajmuje uwagę, najczęściej wybiegając w przeszłość lub przyszłość, często spekulując, który klub jest zainteresowany którym graczem, na ile milionów jest ktoś wyceniany, na kogo trafimy, gdy wygramy z tym i tym, a na kogo, jeśli wyjdziemy z grupy…

Ba, dziś trudno o jednego tylko komentatora, normą się stało, że jest ich dwóch, non-stop ze sobą gadają. Jeden człowiek miałby zresztą kłopot z takim ciągłym potokiem słów. Imperatyw gadania sprawia pewnie, że zdarzają się im bardziej lub mniej zabawne kiksy językowe, które zaraz „życzliwi internauci” przerobią na internetowe memy.

A jak się posłucha meczu „retro”, to komentator mówi znacznie mniej, jakby nie odczuwał stresu dzisiejszego tempa życia, piłka zresztą idzie spokojniej, tak bardziej medytacyjnie, a komentarze rzadko wykraczają ponad stwierdzenie, że Lubański podał do Szarmacha lub odwrotnie.

Nie wiem oczywiście, na ile moje generalizacje są uzasadnione, obejrzałem tylko jeden mecz z 1982 roku. Spodobało mi się, jak ówczesny komentator zwracał się bezpośrednio do zawodników per pan, na przykład: „ach, panie Andrzeju, miałem nadzieję, że tym razem pan strzeli, ale czuję, że jest pan w formie i na pewno się jeszcze panu uda”. Dziś mówi się raczej w trzeciej osobie i raczej po nazwisku, no może z wyjątkiem Lewandowskiego, którego tak kochamy i znamy dobrze nawet z szafy i łazienki, więc pozwalamy mu być po prostu „Robertem” albo „Lewym”.

Jakie z tego konkluzje? Nie twierdzę sentymentalnie, że kiedyś było lepiej i że tak świetnych komentatorów jak Jan Ciszewski czy Bohdan Tomaszewski to już nie będzie. Tęsknota za przeszłością jest z gruntu jałowa, pisałem już o tym, omawiając fenomen ciągłych prób powrotu do przeszłości przez miłościwie nam rządzących (np. pomysł 8-letniej podstawówki, reaktywacja zapomnianych programów telewizyjnych). Po prostu dzielę się z Wami odczuciem, że wobec dzisiejszego natłoku informacji i treści mecz sprzed 30 lat jawi mi się jak pusta przestrzeń, balsam dla umysłu i serca. Co nie znaczy też, że oglądając drugi czy trzeci mecz w stylu retro, nie zatęskniłbym za Polsat Sportem i Mateuszem Borkiem w duecie z Tomaszem Hajtą. Jestem z tych czasów, a nie tamtych. Zachwyt tym, co jest inne niż to, co znam, to trochę jak egzotyczne wakacje, fajne, wzbogacające, ale raczej na stałe nie chcielibyśmy przenosić się do Afryki czy Azji.

Ale żeby nie było zbyt czarno-biało i żeby ta tęsknota za przeszłością tak nie przytłaczała… Należę do ostatnich optymistów, mimo wszystko wierzących w jakiś postęp ludzkości – zatem jeszcze jeden detal. Zwróciłem uwagę na reklamy stadionowe z 1982 r. – słuchajcie, sama cola plus ostre trunki: wódki, whisky, koniaki! Czyli może to jednak pewien postęp cywilizacyjny, że kibice przerzucili się na piwo? 🙂 No nie mówiąc o tym, że jest jeszcze taka alternatywa jak joga śmiechu…IMG_6452

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Panie Joginie, to było w 1978! W 1982 pokonaliśmy Peru 5-1

  2. Wszystko pięknie, tylko jeśli było 1:0, i grał Nawałka, to nie był to rok 1982, a 1978. W 1982 było Polska-Peru 5:1.

  3. Dziękuję za korektę i przyznaję Panu rację i spróbuję poprawić tytuł. Szczęsliwie nie zmienia to sensu tekstu.Pozdrawiam :))

  4. Dziękuję za korektę i przyznaję rację i spróbuję poprawić tytuł. Szczęsliwie nie zmienia to sensu tekstu.Pozdrawiam :))